Czerwony Kapturek na studiach – wspomnienie, które zostaje na zawsze 🎭

Czerwony Kapturek na studiach – wspomnienie, które zostaje na zawsze!

Są chwile, które nie znikają wraz z upływem czasu. Nie blakną, nie kurczą się do kilku obrazów w pamięci. Wręcz przeciwnie – dojrzewają razem z nami, nabierając znaczeń, których kiedyś jeszcze nie potrafiliśmy nazwać. Jedną z takich chwil było dla mnie studenckie przedstawienie teatralne, w którym wcieliłam się w postać… Czerwonego Kapturka.

Wtedy widziałam w tym przede wszystkim wyzwanie, zadanie do wykonania, rolę do odegrania. Dziś widzę w tym początek drogi, której kierunku jeszcze nie znałam, ale którą – zupełnie nieświadomie – już zaczynałam iść. Byłam wtedy studentką, pełną pasji, energii i marzeń o pracy z dziećmi. 

🌱 Studenckie „zadanie”, które stało się doświadczeniem

Byłam wtedy młodą studentką – pełną pasji i energii, różnych pomysłów, ale także niepewności. Wiedziałam, że chcę pracować z dziećmi, ale nie wiedziałam jeszcze jak bardzo ta praca będzie wymagała ode mnie odwagi, elastyczności i gotowości na bycie widzianą. Przedstawienie było częścią zajęć. Jednym z wielu projektów wpisanych w plan studiów. A jednak bardzo szybko przestało być tylko „kolejnym zaliczeniem”. Stało się wspólnym przeżyciem.

💓 Chwila przed wyjściem na scenę

Najwyraźniej pamiętam moment tuż przed wyjściem na scenę. Ten specyficzny rodzaj ciszy, w której słychać własne myśli. Przyspieszone bicie serca. Drżące dłonie. I to pytanie, które chyba zna każdy, kto występował przed publicznością: „A co, jeśli zapomnę? A jeśli się pomylę?”.

Założenie czerwonej peleryny było jak przekroczenie pewnej granicy. Z jednej strony nadal byłam sobą – studentką, młodą kobietą, osobą pełną emocji. Z drugiej – wchodziłam w rolę, która dawała mi bezpieczną przestrzeń do bycia odważną. Kiedy wyszłam na scenę, coś się zmieniło. Zniknęła trema, a pojawiło się skupienie. Pojawiła się relacja z widzem. Pojawiła się radość grania dla kogoś, nie przed kimś.

👀 Publiczność, która uczy

Na widowni byli wykładowcy, koledzy z roku, ale też dzieci z przedszkola (a wśród nich moja własna  4- letnia córeczka Wiktoria). I to właśnie ich reakcje zapadły mi w pamięć najgłębiej. Dzieci nie oceniały. Nie analizowały, czy coś było idealne. Reagowały szczerze – śmiechem, zdziwieniem, spontanicznymi komentarzami. Były tu i teraz. Dziś wiem, że to był mój pierwszy prawdziwy kontakt z dziecięcym odbiorcą. Kontakt, który uczy pokory, uważności i autentyczności. Wtedy jeszcze nie umiałam tego nazwać, ale poczułam bardzo wyraźnie: 👉 dziecko widzi emocje, nie perfekcję.

🧠 Refleksja metodyczna – teatr, który wychowuje zanim wystąpi

Z perspektywy czasu wyraźnie widzę, że to niezwykłe przedstawienie było dla mnie pierwszą prawdziwą lekcją pedagogiki doświadczenia. Nie uczyłam się jej z książek. Uczyłam się jej w drobnych, niepozornych czasem momentach – na przykład gdy pomagałam koleżance opanować stres, gdy ktoś zapomniał tekstu i totalnie improwizował. Dziś dokładnie to samo obserwuję w pracy z dziećmi.

Teatr – podobnie jak wychowanie – jest procesem, nie wydarzeniem. Najważniejsze rzeczy nie dzieją się na scenie, ale: w trakcie prób, w emocjach, które pojawiają się po drodze, w relacjach między uczestnikami, w chwilach zwątpienia i ponownego podjęcia próby.

🎭 Co naprawdę ćwiczymy poprzez występy

Zarówno wtedy, na moich studiach, jak i dziś w pracy przedszkolu, teatr rozwija znacznie więcej niż umiejętność mówienia tekstu: odwagę bycia widocznym, nawet wtedy, gdy się boję, poczucie sprawczości– „mam swoją rolę, jestem komuś potrzebny”, wrażliwość na drugiego człowieka – czekanie na swoją kolej, właściwe reagowanie na partnera, regulację emocji – stres, radość, duma, rozczarowanie, elastyczność– wtedy, gdy coś idzie inaczej, niż planowaliśmy.

Teatr nie uczy bycia idealnym. Uczy bycia wystarczającym.

🌿 Jak to wspomnienie pracuje we mnie dziś

Kiedy dziś przygotowuję przedstawienia z dziećmi, bardzo często wracam myślami do tamtej sceny i tamtych emocji. Dlatego:

💁‍♀️ zostawiam miejsce na pomyłki,
💁‍♀️ pozwalam dzieciom zmieniać decyzje,
💁‍♀️ skracam role, gdy ktoś tego potrzebuje,
💁‍♀️ nie zmuszam do wyjścia na scenę.

Bo wiem, że najważniejsze rzeczy dzieją się pod powierzchnią. Tak jak wtedy, gdy jako studentka nie wiedziałam jeszcze, że uczę się bycia nauczycielką. Tamten Czerwony Kapturek nie był tylko rolą. Był początkiem mojej drogi.

🏠Most do domu– jak rodzic może naprawdę wesprzeć dziecko przed występem?

Dla dziecka występ to ogromne przeżycie. To napięcie, duma, radość i lęk – zresztą bardzo często wszystko jednocześnie. Rodzic może być tu naprawdę ogromnym wsparciem:

🌱 Nie strasz występem

Zamiast „Musisz ładnie wystąpić”, powiedz: „To będzie Twoja przygoda”.

🌱 Nie poprawiaj na siłę

Dziecko nie musi być perfekcyjne. Wystarczy, że będzie sobą.

🌱 Nazwij emocje

„Widzę, że się denerwujesz. To normalne. Dorośli też tak mają”.

🌱 Nie porównuj

Każde dziecko ma własne tempo, własną odwagę i własną gotowość.

🌱 Po występie chwal wysiłek, nie efekt

Nie „jak pięknie”, ale „widzę, ile odwagi Cię to kosztowało”.

Bo dziecko zapamięta nie brawa. Zapamięta to, jak się czuło.

Jedna myśl na koniec

W przedszkolu – tak jak w teatrze – nie chodzi o tempo ani o perfekcję. Chodzi o dziecko. O jego drogę. Czasem w czerwonej pelerynie. Czasem z tremą i łzami w oczach. Ale zawsze z ogromnym potencjałem w środku.


Pozdrawiam, Marta 🙋‍♀️